Blondynka z dobrego domu

Rozwód z woreczkiem czyli rozstanie na wesoło na wesoło

Blondynka postanowiła zakończyć toksyczny związek z woreczkiem żółciowym i  w oznaczonym dniu zjawiła się  w szpitalu.

Dzień pierwszy.

Po zgłoszeniu się , wypełnieniu formularzy, przydzieleniu łóżka , obowiązkowym przebraniu w strój wieczorowy ( piżamka) udzieliła wywiadu sympatycznemu lekarzowi o ślicznych oczkach, a następnie jednemu stażyście, potem drugiemu i trzeciemu. 

-Jestem sławna - pomyślała.

Następnie wraz z trójką nowo przyjętych pacjentów została wysłana do przychodni na parter w celu oddania krwi do analizy.  Spędziła tam miły kwadra oczekując w kolejce do rejestracji i kolejne dwa przed gabinetem zabiegowym przytupując z zimna i zazdrośnie  zerkając na pacjentów odzianych w kozaczki i płaszcze. Ci zaś z ciekawością lustrowali grupkę w piżamach od czasu do czasu na nich pokasłując.

Kolejnym punktem programu był obiad którego Blondynka nie jadła - no bo jeszcze nie przysługiwał. Śniadania nie zjadła bo musiała do badań być na czczo, a na kolację nie miała co liczyć  bo do jutrzejszej operacji miała być na czczo. ;-)

Może w końcu schudnę- pomyślała optymistycznie. 

Po południu rozrywek ciąg dalszy czyli spacer na pierwsze piętro w poszukiwaniu anestezjologa i kolejny wywiad. 

Młoda sympatyczna lekarka sprawnie wypełniała formularz co jakiś czas rzucając zdawkowe pytanie.

-Alergie?

-Tak - krzyżyk w rubryczce.

-Na co? - Ketonal - skrob, skrob długopisem po papierze.

- Jeszcze coś, jakieś choroby?

No to Blondynka informuję że z niepokojem,  że miewa silne krwotoki z prawej dziurki nosa przy JAKIEJKOLWIEK próbie naruszania narządu powonienia, więc nawet zwykle przyłożenie maski do twarzy możne się skończyć krwotokiem.

-W takim razie zapiszę by rurki wprowadzali pani do gardła przez lewy otwór nosowy  - odparła uspokajająco pani doktor.

Blondynka zbladła (no bo jakie znaczenie ma że to będzie lewa strona czy prawa nosa skoro JAKIEJKOLWIEK działania na nosie = armagedon).

 

Wieczorem pielęgniarka założyła wenflon - za piątym razem się udało!

 

Dzień drugi.

Rano Blondynkę odwiedził sam ordynator. Niestety z informacją że ktoś coś zawalił, nie zapisano zabiegów na ten dzień w grafiku anestezjologów,- nie ma więc kto znieczulać więc operacje zostały przeniesione na następny dzień. Niestety przedłuży to pobyt pacjentki w szpitalu.

- No, nie mój szef mnie zabije - jęknęła zrozpaczona Blondynka.

- Jeśli Pani sobie życzy, proszę tylko powiedzieć a zabijemy Pani szefa. - odrzekł z uroczym uśmiechem Ordynator.

 

 Blondynka obiecała rozważyć tą niespodziewaną propozycję.

 

c.d.n. jutro