Blondynka z dobrego domu

Walki z woreczkiem i farmaceutami ciąg dalszy

Złośliwy woreczek żółciowy Blondynki okazał się podwójnie wredny i dla dodatkowych atrakcji zafundował sobie stan zapalny.

Atrakcje były widowiskowe :

- temperatura 40oC

- zielone słonie wyłażące ze ścian,  wdzięcznie kręcące zadkami w  rumbie,

- regularne 20 minutowe napady dreszczy.

Od czasu do czasu jakiś zielony słonik wystawiał głowę z otworu w ścianie , przyglądał się  chorej, kiwał z dezaprobatą głową i odchodził.

 

W zaistniałej sytuacji konieczna była wizyta u lekarza i w aptece. 

Lekarz zajął się pacjentką troskliwie,  dostarczył niezbędnych informacji oraz receptę na antybiotyk i lek przeciw bakteriom beztlenowym. 

Z kolei apteka dostarczyła Blondynce  (i nie tylko jej) rozrywki.

Pomna doświadczeń z zakupem Tramalu wybrała inną aptekę.

Wewnątrz tłoku nie było. Przy pierwszym okienku stały trzy starsze panie, przy drugim kupował leki jakiś mężczyzna,

Blondynka mimo częściowego zamroczenia bólem i temperaturą wybrała  drugie okienko. 

Oczekując na swoja kolej zwróciła uwagę na starsze panie stojące w sąsiedniej kolejce.A  było na co patrzeć. W owej trzyosobowej milczącej grupie wyczuwało się silne emocje. Wyniosła, ubrana  z przesadną elegancją kobieta, spoglądała z wyższością i politowaniem na swoje kolejkowe towarzyszki w typie  "moherowych beretów" . Te zaś rewanżowały się jej spojrzeniami pełnymi dezaprobaty.

Farmaceutka, której Blondynka podała receptę, robiła wrażenie sympatycznej, bystrej i pomocnej. 

Bez wahania sięgnęła do właściwej szuflady i wyjęła antybiotyk. Przy drugim leku zawahała się jednak i zapytała:

- W jakiej formie ma być ten lek?

- Nie rozumiem - odparła Blondynka.

- Może być w zastrzyku , tabletkach lub globulkach - wyjaśniła głośno miła farmaceutka i dalej kontynuowała  - no bo to jest lek na rzeżączkę, ten antybiotyk zresztą też.

 Blondynce odebrało mowę . W starsze panie jakby piorun trzasnął. 

Równocześnie spojrzały na Blondynkę, potem na siebie - w ich oczach przez moment zabłysła rozterka a następnie wrogie obozy zjednoczyły się w porozumiewawczym spojrzeniu wyrażającym zgorszenie, potępienie i fascynację. 

Gdybym miała choć trochę sił pewnie zaczęłabym się śmiać lub zrobiła coś co jeszcze bardziej " zgorszyłoby" owe damy. Niestety byłam ledwie żywa, wzięłam wiec leki, zapłaciłam i wyszłam z apteki .

 

Kto by pomyślał że wizyta w aptece może dostarczyć tyle rozrywki.