Blondynka z dobrego domu

Blondynka i Służba Zdrowia

Blondynka została zaatakowana. To był dla niej wstrząs. Nigdy by się tego nie spodziewała i to z takiej strony. Zaatakował ja jej własny….. pęcherzyk żółciowy.

 

Po nieprzespanej nocy walcząc z bólem i własnym organizmem, usiłującym  co kilka kroków wykonać spektakularne omdlenie, dotarła do przychodni.

 

I tu spotkał ja kolejny wstrząs. Została potraktowana jak ….. człowiek, człowiek cierpiący i potrzebujący pomocy.  Pani doktor zbadała, przepisała leki, skierowanie na USG  i osobiście zabrała do gabinetu zabiegowego by zaaplikować odpowiednie zastrzyki przeciwskurczowe i przeciwbólowe.

 

 Następnie pielęgniarka posadziła ja w pustym gabinecie a sama zaczęła  dzwonić po najbliższych aptekach by sprawdzić w której są dostępne oba potrzebne zastrzyki.  Pomiędzy telefonami zajrzała do gabinetu w którym cierpiała w ciszy blondynka, poradziła jej by położyć się na leżance i przykryła kurtką.  Jako że w pobliskich aptekach nie było potrzebnych leków, zamówiła je na godzinę 13:00 w jednej z nich.

 

Blondynce ból nieco odpuścił , wiec udała się do domu z poleceniem wykupienia zamówionych medykamentów i powrotu na kolejne zastrzyki  przed godziną 18:00.

 

Trzeci wstrząs dopadł Blondynkę w aptece. Anemiczna panienka długo studiowała receptę po czym stwierdziła że Spasmalgonu nie ma. Nie pomagały tłumaczenia że przecież był specjalnie zamawiany. Panienka z uporem twierdziła że w systemie nie ma i już. Dopiero gdy kolega owej istoty zwabiony zamieszaniem podszedł, okazało się że lek jest wśród leków które przyszły z nową dostawą.  Dokładnie poinstruowana o miejscu w którym znajduje się poszukiwany lek, udała się wolnym krokiem na zaplecze, stanęła na środku i zamarła w bezruchu na kilka minut, potem rozejrzała się , otwarła i zamknęła szufladę , następnie przeszła dalej. Po chwili wróciła z pustymi rękoma. Zniecierpliwiony kolega ruszył na zaplecze i po minucie wrócił przynosząc lek.

 

Sinozielona z bólu Blondynka uznała że teraz to już pójdzie z górki. Jakże się myliła. Panienka ponownie przestudiowała receptę następnie napisy na ampułkach, znów udała się na zaplecze i wróciła z pięcioma pudełkami  tramalu w tabletkach.  Nie całkiem przytomna Blondynka zachowała jeszcze resztki instynktu samozachowawczego który na widok takiej ilości pudełek zaczął piszczeć, wyć i błyskać.  Zwróciła wiec grzecznie uwagę anemicznej farmaceutce że coś się tu chyba nie zgadza.  Ta urażonym tonem stwierdziła że wszystko jest tak jak trzeba. Chora słabym głosem jednak nadal upierała się przy swoim. Niezadowolona  magister farmacji stwierdziła : ”jak pani tak bardzo zależy to mogę zapytać kolegi.”

 

Blondynce zależało.

 

 Kolega rzucił okiem na receptę i wyraził zdumienie całym zamieszaniem, bo co jest nie tak w recepcie na pięć ampułek Tramalu.

 

No bo co jest nie tak?