Blondynka z dobrego domu

Blondynka kontra akwizytorzy

 

Jakiś czas temu w gronie rodzinno-sąsiedzkim wywiązała się dyskusja na temat akwizytorów. Sąsiadka skarżyła się , że jej mama dała się naciągnąć na kupno dywanu który nie dość że kiepskiej jakości to jeszcze koszmarnie śmierdział, a do tego kosztował tyle że w sklepie za te pieniądze  dwa porządne dywany by kupiła.

 

Ciotka narzekała na męża który zapomniał już o „okazyjnym” zakupie dwóch prawie skórzanych kurtek  oraz super atrakcyjnym abonamencie telefonicznym i właśnie zamówił książkę telefoniczną „ za jedyne”  70 zł.

 

Matka Blondynki współczując nierozsądnych zakupów, stwierdziła że przecież wszyscy wiedzą że u akwizytorów nie należy kupować i że ona nie wierzy w tzw. okazje bo nie ma nic za darmo.

Mimo takich deklaracji i wielokrotnych ostrzeżeń  ze strony Blondynki niedługo po tym rodzinno-sąsiedzkim spotkaniu Matka zdążyła nabyć  robot kuchenny z blenderem i żelazkiem, za to to bez sokowirówki która  ewentualnie by się jej przydała.

Akwizytorka jej wmówiła ze blender to  sokowirówka.

Najciekawsze z tego wszystkiego to fakt że  nic z tego nie potrzebowała, ani robota kuchennego ani gratisowego żelazka.

No i tak jej to nic nie nauczyło. 

Krótko po tym Blondynka wyrwała Matkę z rąk akwizytora który już jej  prawie wcisnął męskie skarpety za potrójna cenę,  za to z jakiegoś  sztucznego świństwa.

Zapytana po co jej te skarpety odparła że po nic  ale może komuś da w prezencie, a szkoda jej tego faceta ze skarpetkami.  „No bo on uczciwie pracuje zamiast żebrać”.

Na to Blondynka odebrała Matce  portfel ,facetowi oddala skarpetki i grzecznie zamknęła drzwi przed nosem, a  rodzicielce wytłumaczyła jak "uczciwie" ten facet zarabia.

 Matka przyznała jej nawet rację. ;-)


Ciekawe na jak długo starczy Mamie tej wiedzy?