Blondynka z dobrego domu

Blondynka w podróży

 

 

W czwartek  Blondynka wracała pociągiem z delegacji. Blondynka lubi podróżować. Ale tym razem było  spokojnie, zdecydowanie zbyt spokojnie, wręcz nudno.  Nie to co ostatni  powrót z wakacji.

 

Tamta podróż była pełna ludzi, zwierząt i emocji. Była niezwykła. 

 

Skład miał przedłużony postój w Szamotułach bo wsiadła do niego ekipa karetki by komuś udzielić  pomocy, więc pociąg czekał aż wysiądą ok.15  minut.

 

W wagonach gwarnie i barwnie  - towarzystwo jak w menażerii. Ludzie wracający z wakacji  nad morzem, ludzie wracający z przysięgi swoich braci i kolegów oraz  wielu innych podróżujących nie wiadomo skąd i dokąd. Pociąg przepełniony tumem podpitych młodzieńców,  mnóstwo panienek z dekoltami do pasa i gołymi brzuchami a niekiedy nawet i odwłokami, rozwrzeszczana młodzież okupująca korytarz, pani w przedziale, ze zblazowanym mopsem zezującym nieprzyjemnie wytrzeszczonymi oczkami na przechodzących pasażerów.

 

Do przedziału  który zajmowała Blondynka wszedł Ślązak z plastikowym koszem pełnym gołębi. Kosz taki w jakim do magla nosi się pranie od  góry został zabezpieczony  kartonem. Kartonem  miał również zabezpieczone częściowo  boki by ptaszki nie brudziły otoczenia poza tą prowizoryczną klatką.

 

Niestety te boczne zabezpieczenia nie na wiele się zdały gdy facet postawił kosz na półce  nad siedzeniem. Sprytne ptaszki, zgodnie ze swym zwyczajem nie chcąc  brudzić "gniazda", dokonując niezwykłych akrobacji, zgrabnie wystawiły  kuperki między szczebelkami kosza ponad kartonowymi zabezpieczeniami i celnie zbombardowały właściciela i jego kolegę siedzących poniżej.


I jak tu nie lubić podróży koleją. ;-)